Dług Francji drożeje. Rośnie ryzyko dla finansów i stabilności kraju

Francja zadłuża się coraz drożej: różnica w oprocentowaniu jej obligacji względem niemieckich jest największa od kryzysu finansowego. Przy zadłużeniu sięgającym około 120% PKB, rządzie bez większości w parlamencie i falach protestów ekonomiści ostrzegają, że kraj zmierza w stronę poważnych kłopotów.
Gorączka na rynku obligacji
Dług publiczny Francji wynosi około 120% produktu krajowego brutto. W Niemczech to mniej więcej 65%, mimo że Berlin uruchomił pakiet inwestycyjny o wartości 600 mld euro na infrastrukturę i obronność. Niemcy mają najwyższy możliwy rating AAA i stabilne perspektywy, a Francja jest oceniana na poziomie AA, A+ lub Aa3, zależnie od agencji, przy czym kilka z nich nadało jej perspektywę negatywną.
Skutek jest taki, że Paryż płaci za pożyczki więcej niż Berlin. Dziesięcioletnie obligacje Francji są oprocentowane o niemal 1,6 punktu procentowego wyżej niż niemieckie, a ta różnica (spread) jest największa od kryzysu finansowego. Od czerwca 2026 roku spread ponad dwukrotnie wzrósł. Podobnie wysoki Francja notowała ostatnio pod koniec 2011 roku, w czasie kryzysu zadłużenia w strefie euro.
Według Friedricha Heinemanna z ośrodka ZEW w Mannheim spread działa jak termometr rynków obligacji. Jeśli rośnie zbyt mocno, pogarszają się warunki finansowania w całym kraju, banki wpadają w kłopoty, a kryzys się pogłębia.
Rachunek za odsetki rośnie
Wzrost spreadu wynika nie tyle z ogólnego poziomu stóp, ile z premii za ryzyko, której żądają inwestorzy: za wysoki dług, niestabilność polityczną, duże deficyty i ostatnie niepokoje społeczne.
- 2026: ponad 79 mld euro odsetek od całego długu publicznego,
- 2027: ponad 91 mld euro,
- 2030: od 125 do 132 mld euro.
W tych kwotach uwzględniono koszty kas ubezpieczeń społecznych i samorządów. Sam rząd centralny zapłaci według Agence France Trésor około 62,6 mld euro. W kolejnych latach Francja będzie też musiała refinansować duże emisje obligacji z czasów rekordowo niskich stóp, a przy dużym deficycie dochodzi do tego nowe zadłużenie.
Polityka obok rachunków
Francja ostatni raz zbilansowała budżet w 1974 roku. Landry Charrier z Uniwersytetu w Bonn zwraca uwagę, że według INSEE 56% mieszkańców dostaje od państwa więcej świadczeń i usług, niż wpłaca podatków i składek, więc większość ma interes w utrzymaniu status quo. Jego zdaniem euro ułatwiło tanie finansowanie i osłabiło presję na reformy, a dawniej dewaluacja franka szybko dawała o sobie znać w cenach i sile nabywczej.
Debata polityczna zdaje się z tym mało liczyć. Skrajna prawica z Marine Le Pen chce przywrócić wiek emerytalny 62 lat, obiecując jednocześnie 140 mld euro oszczędności. Jean-Luc Mélenchon z lewicowej LFI sugerował zaś „wrzucenie do ognia” obligacji w posiadaniu francuskiego banku centralnego. Heinemann ocenia, że radykałowie po obu stronach opowiadają „ekonomiczne bajki”.
Co to oznacza dla Polski i UE
Francja to druga co do wielkości gospodarka strefy euro i ważny partner handlowy Polski, więc jej problemy nie pozostają bez znaczenia. Napięcia wokół francuskich obligacji mogą podnosić nastroje nerwowości na europejskim rynku długu, co pośrednio wpływa na koszty finansowania także innych państw UE. Polska nie jest w strefie euro, ale pożycza na tych samych rynkach.
Warto też zauważyć ostrzeżenie dla Niemiec: według Heinemanna odsetki płacone przez rząd federalny, dziś rzędu 30 mld euro, mogą się do wczesnych lat 30. potroić. Wniosek jest ogólny: epoka tanich pożyczek się skończyła, a koszt długu zaczyna realnie ograniczać budżety państw.
Źródło: DW – „Protests and reforms: France’s rising debt costs threaten stability”








