USA brakuje ludzi do fabryk chipów. Uczelnie skracają szkolenia

Amerykańskie fabryki półprzewodników rosną szybciej, niż przybywa ludzi do ich obsługi. Według branżowej organizacji SEMI do 2030 roku może zabraknąć nawet 157 tysięcy pracowników na pełnych etatach. Dlatego community colleges, czyli publiczne dwuletnie uczelnie, uruchamiają krótkie, praktyczne kursy dla przyszłych techników.
Z biznesu prosto do czystej sali
23-letni Ethan Mock przez pięć lat studiował administrację biznesu na Northern Arizona University, dorabiał na siłowni i zebrał ponad 100 tysięcy dolarów długu. Pod koniec studiów zaczął szukać stabilniejszej ścieżki zawodowej. W lipcu usłyszał w radiu o bezpłatnym, trzymiesięcznym kursie półprzewodników w Rio Salado College w Tempe w Arizonie. Zapisał się od razu, choć nie miał żadnego doświadczenia w branży.
Dwa miesiące później w kombinezonie ochronnym obsługiwał w laboratorium maszyny, na których z krzemowych płytek powstają układy do smartfonów, robotów i centrów danych. W grupie byli też 64-letni nauczyciel, niedawno zwolniony programista po pięćdziesiątce, osoby pracujące dorywczo i młodzi ludzie szukający alternatywy dla klasycznych studiów.
Skąd tak duża luka kadrowa
Po uchwaleniu w 2022 roku ustawy CHIPS Act, która ma wzmocnić krajową produkcję, firmy zainwestowały w nowe amerykańskie fabryki ponad 800 miliardów dolarów. Największe niedobory kadr mogą dotknąć Teksas, Ohio, Kalifornię, stan Nowy Jork i Arizonę. Shari Liss z SEMI, która zarządza finansowanym z CHIPS Act programem rozwoju kadr, mówi wprost, że zadanie jest „zatrważające”. Eksperci ostrzegają, że brak ludzi może opóźnić uruchamianie zakładów i zagrozić ambicjom USA w dziedzinie sztucznej inteligencji.
Partnerstwa z uczelniami wspierają m.in. National Science Foundation oraz TSMC, Samsung i SK Hynix. Pomagają one kupować sprzęt i podpowiadają, jakich umiejętności potrzebuje przemysł. Rio Salado skróciło kurs, który kiedyś trwał do dwóch lat, do 12 tygodni, po konsultacjach z TSMC i Intelem. Około 15 lat temu Intel wymagał na podstawowych stanowiskach dwuletniego dyplomu, a w Arizonie żadna uczelnia tego typu nie prowadziła takich zajęć.
- Uczestnicy najpierw poznają procedury produkcji w goglach wirtualnej rzeczywistości.
- Potem mają około 20 godzin zajęć w czystych salach Arizona State University.
- Podobne programy działają m.in. w Austin Community College i West Valley College w Kalifornii.
- Według SEMI z organizacją współpracuje ponad 200 uczelni w całym kraju.
Czy to wystarczy?
Nie wiadomo, czy szkolenia rosną dość szybko, by zaspokoić popyt największych producentów. Firmy ściągają setki doświadczonych inżynierów i techników z Tajwanu i Korei Południowej do zakładów w Arizonie, Teksasie i Indianie. Pearl Chang Esau z TSMC Arizona podkreśla: „Oni są tu, żeby szkolić Amerykanów”. Według jej szacunków projekt TSMC w północnej części Phoenix o wartości 265 miliardów dolarów ma w ciągu około dekady dać 25 tysięcy miejsc pracy, z czego połowę stanowić mają lokalnie zatrudniani technicy.
Co to oznacza dla Polski i Europy
Artykuł dotyczy amerykańskiego rynku, ale problem jest znany także w Europie. Unia Europejska ma własny program wspierania produkcji chipów, a nowe fabryki również potrzebują wykwalifikowanych techników, nie tylko inżynierów z dyplomem. Amerykański przykład pokazuje jedno z możliwych rozwiązań: krótkie kursy tworzone razem z pracodawcami, które otwierają drogę do rozmów kwalifikacyjnych bez wieloletniej nauki i zadłużenia.
Dla czytelników w Polsce to przede wszystkim sygnał, że branża półprzewodników szuka ludzi także do prac technicznych. Z tekstu nie wynika jednak, by podobne programy miały działać u nas, a zagraniczni pracodawcy z USA nie rekrutują tu w ramach opisanych kursów. Pokazuje on raczej kierunek zmian na globalnym rynku pracy.
Źródło: Tech Xplore – „Community colleges rush to expand semiconductor training as labor shortage looms over US chip industry”








